wtorek, 18 grudnia 2012

Mieć Błażeja i zjeść Błażeja

Po ostatnim spotkaniu z ciocią E., wujkiem A., Hanią i Błażejem:
Mi: Mamo, zabiezemy Błazeja do nasego Klakowa zeby z nami mieskał???
Mama: No co ty... Ciocia z wujkiem się nie zgodzą. Przypuszczam, że Błażej też nie...
Mi (sięgając po skarbonkę): Damy im duuuzoo pieniązków - zobac jak mam duzo...
Mama: Myślę, że nawet jeśli byś miała wszystkie pieniążki świata, to i tak byś nie mogła kupić Błażeja... (w tym momencie następuje krótki wykład na temat wartości i tego, że są na tym świecie rzeczy, których nie można kupić*).
Po chwili:
Mi: Mamo, to ty zjedz Blazeja, co?
Mama: ?????
Mi: No - ty go zjes, on poleci do bzuska, potem go ulodzis i będzie nasz!!!





* Wykład wykładem, a są takie chwile w życiu mamy, kiedy ma ochotę wystawić dzieciaki na allegro za symboliczną złotówkę, albo za koszty przesyłki...

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Fajna zabawa

Mi bawi się z kuzynką Olą.
Mi: Lobie kupeee...
Ola: Ja tesz lobie kupeee...
Mi: Alee wieeelkaa kupaaa.
Ola: Wieeelkaaa.
Mi wchodzi do pokoju, w którym siedzi mama, tata i ciocia G.
Mi: A my sie bawimy, ze lobimy kupe. Tam w pokoju!
Ciocia G.: A nie mogłybyście się pobawić w jakąś fajniejszą zabawę?
Po kilku chwilach:
Ola: Mamo, mamo, bawimy się w lobienie ciasta....
Ciocia G.:  O! No to jest fajna zabawa...
Mi: W lobienie ciasta z kupy!





poniedziałek, 26 listopada 2012

Mama bierze prysznic...

Przygotowania do kąpieli Mama zaczęła dzień wcześniej, wieczorem, nastawiając budzik na środek nocy... Środek nocy dla niektórych, dla innych (dla Mamy także) na wczesny ranek.

5.30 - pobudka. Mama cicho jak myszka wychodzi z pokoju, nie chciałaby żeby akurat teraz ktokolwiek (czyt. dzieci) obudził się i przerwał mamie rytualną kąpiel.

Mama rozbiera się w łazience i z radością wchodzi pod prysznic. Czeka ją rozkoszne pół godziny sam na sam z ciepłą wodą, aromatoterapią żelu do kąpieli i szamponu. Pół godziny ciszy i spokoju...
Odkręca wodę i ciepło rozlewa się przyjemnie po ciele... Mama nakłada szampon na włosy i... słyszy jak z pokoju dochodzi głos:
- Mamooooo, sikuuuu!
Acha, obudziła się Mi... Mama ma nadzieję, że Mała po prostu wstanie z łóżka i przyjdzie sama do łazienki zanim od jej krzyków obudzi się Mi-ś. Po kilkunastu sekundach Mi jest w łazience i siada na ubikację. Mama w duchu wychwala dzień, w którym jej cudowna i sprytna trzylatka zdobyła umiejętność samodzielnego obsługiwania się przy załatwianiu potrzeb fizjologicznych.

Rozkoszna chwila trwa nadal, z tym że Mama nie musi się już nią delektować w samotności...  Po minucie...
Mi: Mamooo, będę lobić kupe! Das mi gazetke?
Mama: (grrrr): To zejdź i weź sobie sama, leży obok umywalki.
Mi: Nie moge!!! Bo mi będzie zimno w stopy! Łeeeeee....eeeee
Mama kalkuluje - pozwolić Mi drzeć się w niebogłosy ryzykując obudzenie Mi-sia czy wyjść na chwilę, podać gazetkę i mieć nadzieję na jeszcze kilka minut spokojnej kąpieli? Wybiera opcję drugą. Wyskakuje spod prysznica zalewając przy okazji pół łazienki wodą lejącą się z ciała i włosów. Podaje gazetkę i wraca pod prysznic. Spłukuje szampon, nakłada odżywkę na włosy i ....

Mi: Mamo!!! już!!!!
Mi próbuje sama oporządzić się po zrobieniu kupy, ale wychodzi jej to kiepsko. Mama oczami wyobraźni widzi, że zezwolenie córce na samodzielne wytarcie brudnej pupy skończy się zaraz tym, że będzie musiała razem z nią pod ten prysznic wejść, więc wychodzi spod prysznica zalewając wodą to drugie pół łazienki, które było jeszcze suche, wyciera dziecię, nakazuje umycie rączek i wraca pod prysznic. Niestety, radość z kąpieli ulotniła się gdzieś, teraz Mamie została tylko walka o to, by jak najszybciej dokończyć.
Pod drzwiami łazienki rozlega się łomot - ktoś wali pięściami w drzwi i słychać tylko: Łeeeee...łeeeee, buuuuuu, buuuu, mammmmmaaaaaaa!.
Achaaa, to obudził się Mi-ś i zdążył się zorientować, że w pokoju nie ma nikogo - co więcej - zdążył odkryć, gdzie są wszyscy....
Uczynna siostra wpuszcza brata do łazienki. Ten przemieszcza się przez całe pomieszczenie w stronę prysznica, działając jednocześnie jak ludzki mop - wyciera wodę z podłogi. Mokry i (to już w wyobraźni mamy) zziębnięty zaczyna walić piąstkami w drzwi prysznicowej kabiny płacząc, wyjąc i złorzecząc.. A nie.. dzieciak tylko wyje i płacze, złorzeczy Mama... i wychodzi spod prysznica, wynosi mokre i wrzeszczące dziecię z łazienki, wraca, zamyka łazienkę, dziecko wrzeszczy pod drzwiami, Mama w amoku szuka ręcznika, przewraca się na śliskiej podłodze, przeklinając chwilę, w której wymyśliła, że się wykąpie.

Po kilku minutach Mama ubrana w to co było pod ręką (majty, rajty, stanik plus szlafrok) ocenia straty:
- przebranie Mi-sia i jego wysuszenie - 15 minut
- doprowadzenie łazienki do ładu po potopie - godzina
- wliczając "pomoc" życzliwych małych rączek - cały dzień z głowy... Przez jedną kąpiel...

Myślicie, że chociaż tyle dobrego, że Mama jest czysta i pachnąca.... Mama zerka do lusterka: siniak wielkości pięciozłotówki na ręce, guz na czole, włosy na głowie kleją się w nieładzie, tłuste jakieś... Uczesanie tylko pogarsza sprawę... Mama uświadamia sobie, że nie zmyła odżywki z włosów, na głowie zamiast fryzury ma hełm. Niestety, jedyną radą na powyższe jest ponowne wejście pod prysznic.... A na to Mama nie da się namówić conajmniej przez najbliższy tydzień.



poniedziałek, 19 listopada 2012

Śmiertelnie poważnie....

Mi wchodzi do pokoju z lalą zawiniętą w kocyk.
Mi (śmiertelnie poważnie): Lalecka umalła...
Mama: ???? Jak to?
Mi: Ją psycisnęłam, to umalła....

Mama ma nadzieję, że Mi wyciągnie wnioski z powyższego doświadczenia i przestanie w ramach zabawy "przyciskać" Michasia....


poniedziałek, 12 listopada 2012

Zwierze

W aucie, w drodze przez osiedle. Chodnikiem idzie facet, jakby go wiatr zarzucał - z lewej na prawą, z prawej na lewą... Idzie, chwieje się, inni ludzie mijają go dużym łukiem. Na głowie ma wielką futrzaną czapę....
Mi: Mamo, mamo! Co to za zwieze????
Mama: Zwierze?
Mi: Tak zwieze.
Mama (nie wie co powiedzieć): Nie wiem co powiedzieć...
Mi: Aaaa... widze ze to tylko taki pan sie pseblał za zwieze....



środa, 7 listopada 2012

Szantaż...

Mama: Mila, pozbieraj zabawki z podłogi.
Mi (stanowczo): Nie!
Mama (też stanowczo): Pozbieraj.
Mi (tupie nogą): Nie!
Mama: Pozbieraj w tej chwili, proszę!
Mi: Nie lubię zbierać zabawek!
Mama: A ja nie lubię, jak są porozwalane na ziemi, dlatego pozbieraj!
Mi: Nie lubię cię! (i zabiera się do sprzątania)
Mama: Mimo to, pozbieraj proszę!
Mi zbiera i szemrze po nosem: Nie lubie cię i cię spale w ognisku...

--------------------------------------------------------------------------------

Mi: Mamo, chcę bułecke z masełkiem!
Mama: Jeszcze nie zjadłaś drugiego dania. Jak jesteś głodna to zjedz to, co zostawiłaś przy obiedzie.
Mi: Ale ja chce bułecke!
Mama: Dostaniesz bułkę jak zjesz drugie danie...
Mi: Nie das mi telaz?
Mama: Nie
Mi: To ci umre i nie będzies mie mieć!



wtorek, 30 października 2012

O różnych bajkach

Wieczór jak co wieczór.
Mi: Mamo, puść mi bajke, ale taką do widzenia*
Mama: Późno już Szkrabie, chodź do łóżeczka, a bajkę puszczę ci jutro, ok?
Mi posłusznie idzie do łazienki.
Po dwóch kwadransach w łóżeczku...
Mi: Mamusiu, opowiedz mi bajecke...
Mama: Milciu, już ci czytałam przed chwilką, śpij już
Mi: Ale opowiedz - nie taką z ksiązki, tylko taką z buzi....



* w odróżnieniu od takiej do słuchania :)

poniedziałek, 29 października 2012

Dziecko na śniegu

Za Milą pierwszy tej jesieni zimowy spacer... Fajnie było i w miłym towarzystwie* :)

A teraz - UWAGA KONKURS! Znajdź dziecko na śniegu!!! Na zwycięzców czeka nagroda oczywiście :)





* pozdrawiamy Wiktorka i ciocię Sylwia, która jest bezpośrednim sponsorem dzisiejszego posta :)


sobota, 27 października 2012

Mama lans

Mama wybrała się na Targi Książki (jedno dziecko w przedszkolu, drugie na plecach). Było fajnie, Mama wzbudzała ogólne zainteresowanie z dzieckiem w chuście na plecach, dzięki czemu załapała się na kilka dodatkowych gażdżetów.
Uwieńczeniem mamo-lansu na targach było fotoreporterskie zdjęcie bohaterki... Mama byłby zachwycona, gdyby nie moment, w którym zdjęcie zostało wykonane: z dzieckiem na plecach poczytywała sobie właśnie "Niebezpieczeństwa onanizmu"....





czwartek, 25 października 2012

Kosmos

Jesienny czas przeziębień dopadł także i niezniszczalną Mi, która od poniedziałku zamiast chodzić do przedszkola, robi przedszkole z domu... (sprawdzanie obecności, zabawa w podwórko), a Mama robi wszystko, żeby sprostać nudzie i oczekiwaniom dwójki małych zasmarkańców (bo Mi-ś w katarze dotrzymuje towarzystwa siostrze jak równy równemu - oboje mają smarki po pas i kaszel taki, jakby conajmniej oporządzali paczkę fajek dziennie). Generalnie w domu jest tak, jak może być przy dwójce chorych acz niestrudzonych brykaczy.
Mimo to, do dziś, Mama była przekonana, że świetnie sobie radzi....

Mila bierze swój zabawkowy telefon i "dzwoni" do babci:
Mi: Halo babcia??? Babciu sybko psyjedź, bo tu mamy jakiś KOSMOS po prostu!

czwartek, 18 października 2012

Bueeee....

Mi: Mamoooo, a Misiek bieze gzechotke do buzi!!!
Mama: Po to jest ta grzechotka Milenko, żeby ją sobie brał do buzi.
Za chwilę
Mi: Mamooooo, a Misiek ksiązecke do buzi!!!
Mama: Milenka, nie zabieraj mu, niech sobie gryzie, jego teraz bolą dziąsełka i wszystko bierze do buzi...
Za trochę szybszą chwilę...
Mi: Mamooo, a Misiek bieze jabko do buzi!!!
Mama: Bo mu dałam, Milu, nie skarż już tak. Niech sobie Misiek gryzie co tam chce...
Za chwilę
Mi: Mamooo, a Misiek....
Mama: Milu, przestań!
Mi: Ale on bieze kabelek do buzi!!!
Mama: Ale to jest taki kabelek, który może brać, przed chwilą mu go dałam. Widziałaś przecież...

Za dłuższą chwilę
Mi: Mamoooo, a Misiek....
Mama: Mila, stop! Przestań skarżyć.
Mi: Ale on....
Mama: Ale ci już powiedziałam, żebyś przestała.
Mi: Ale, ale....
Mama: Mam dosyć słuchania o tym, co bierze Misio.
Mi (krzyczy): Ale on bieze kupe z kuwety do buzi!!!!!




PS. Bohaterskiej Mamie udało się w ostatniej chwili, w locie niemal, zatrzymać małą rączkę Mi-sia przed włożeniem kuwetowej zawartości do buzi... Rączki niestety nie udało się uratować...

środa, 17 października 2012

Na dobry sen

Mi: Mamusiu, zaśpiewaj tą piosenkę o Dzisiu...
Mama: ??? O Misiu?
Mi (stanowczo): Nie, o Dzisiu.
Mama: O Zdzisiu?
Mi: Tak, o Zdzisiu.
Mama (myśli): ...... ale chyba nie znam żadnej o Zdzisiu...
Mi (pod nosem): Znas, znas.... (głośniej): No tą: (śpiewa) "ale Zdziś jest mały jak oklusek"

No to proszę bardzo, piosenka o Dzisiu/Zdzisiu w ulubionym wykonaniu Mamy





niedziela, 14 października 2012

Co ja czuje

Babcia G: Jedz Milu, jedz, będziesz duża.

Jakiś czas później. Mi je śniadanko. Nagle woła baaardzo głośno:
Mi: Mamo!!! Mamo!!!
Mama: ???
Mi: Ja czuje ze rosne!!!


środa, 10 października 2012

Maszynka do gadania

Mama i Tata przeżywają ostatnio trudny czas. Podobnie zresztą jak większość rodziców dzieci  w wieku 3-6 lat. Trudny okres związany jest ze słowotokiem, które dzieci w tym wieku na ogół posiadają. I tu nie chodzi o to, że dziecko dużo mówi, lub (jak się wydaje niedoświadczonym) zadaje "dużo pytań". Tu chodzi o to, że dziecko gada nieustannie, non stop, bez przerw, od momentu gdy otworzy oczy rano, po moment kiedy je zamknie 12 godzin później idąc spać. I to nie jest przenośnia. Mniej doświadczeni rodzice próbują najpierw brać udział w konwersacji, następnie tylko przytakują potakują, szukają kreatywnych odpowiedzi na każde z miliona pytań, a potem przychodzi moment, kiedy próbują taką maszynkę do gadania ignorować. A to błąd!!! Doświadczony rodzic wie, że każda próba bojkotu trajkoczącego dziecka kończy się pomnażaniem pytań i stanowczym domaganiem się uwagi ("Mamo, słuchaj mie!Cemu mie nie słuchałaś? Jak mówie to mas mnie słuchać? Dobze? To jesce raz Ci powiem, ale mas mie telaz słuchać!!)...

Do Mamy dzwoni telefon z zastrzeżonego numeru. Mama za każdym razem, gdy widzi zastrzeżony numer, zamierza nie odbierać, ale i tak złudzenia, że to na pewno coś ważnego, wygrywają i Mama jednak odbiera.
I tym razem, jak zawsze, okazuje się, że po drugiej stronie słuchawki ma telefonicznego komiwojażera...

Pan: Dzień dobry, jestem przedstawicielem wydawnictwa XXXXX. Przygotowaliśmy dla Pani wyjątkową ofertę. Jest nią subskrypcja niezwykłych książeczek dla dzieci, z których każda jest zaprojektowana i wykonana tak, aby wzbogacać słownictwo małego dziecka i rozwijać jego zdolności komunikacyjne...

Mama zazwyczaj nie potrafi przerywać takich wywodów, więc wysłuchuje ich do końca. Pan po drugiej stronie słuchawki jeszcze przez jakiś dobry kwadrans zachwalał subskrypcję niezwykłych książeczek dla dzieci i opowiadał, jak to wspaniale będzie mówić/opowiadać/konwersować dziecko, kiedy stanie się właścicielem tego literackiego cudu. Kiedy w końcu się zatrzymał (ufff.... on też był niezłą maszynką do gadania), Mama zapytała:
- a nie macie jakiegoś produktu, który zubożyłby słownictwo trzyletniego dziecka i uwstecznił jego zdolności komunikacyjne? Cena nie gra roli....
No niestety, nie mieli.....

Ale mama ma swoje sposoby:
1. (odkryty na wakacjach) - LODY - czas ciszy jest tutaj wynikową szybkości lizania i ilości gałek - u Mi na jedną gałkę loda przypada ok. 5 minut ciszy. Za mało? Dla rodziców, którym nie straszne anginy i przeziębienia, dobra wiadomość - ilość gałek może być nielimitowana. Uwaga - sposób wymaga zasobnego portfela :)

2. KUPA - raz dziennie dziecko komunikuje: "Mamo ide kupe, cy mozes mi psynieś ksiązeckę?" - i ten komunikat jest jak miód na serce mamy, bo wie, że nakładem minimalnych kosztów otrzymała właśnie bonusowe 15 minut świętego spokoju....


wtorek, 9 października 2012

Guma

Mi: Mamo, co jesz?
Mama: Gumę do żucia....
Po tym następuje dłuższy wywód na temat co/jak/dlaczego/do czego służy/jak smakuje/czemu-dzieci-nie-mogą - dotyczący gumy do żucia.

Kilka dni później:
Mi: Mamo, zobacz co ja mam!
Porusza przy tym energicznie buzią, udając, że coś żuje...
Mama: No co ty tam jesz?
Mi: Gumę do ŻYCIA!


poniedziałek, 3 września 2012

Nius przedszkolny

Pierwszy dzień w przedszkolu po wakacjach. Mi przynosi rewelację:
Mi: A ciocia Malysia spuchła!
Mama: Spuchła?
Mi: No tak mówiła, ze spuchnie.
Mama: Chyba schudła?
Mi: ... a tak, schudła.
Mama (mimo to zdziwiona): Powiedziała wam, że schudła?
Mi: No...
Mama: A czemu schudła?
Mi: Bo za duzo ksycymy...
Mama (nie widząc korelacji): ????? Krzyczycie i ona schudła?
Mi: No tak nam mówi, ze schudnie.
Mama: Aaaa, ogłuchnie?
Mi: Tak, ogłuchnie! O to mi chodziło!


poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Światełko dla mamy

Mi wraz z ciocią G. i kuzynką Olą wybrały się na spacer... na cmentarz. Tamże ciocia została naciągnięta na kupno zniczy, które następnie dziewczyny z nieukrywaną przyjemnością zapaliły na grobie swoich Pradziadków.
Po powrocie do domu:
Mi: Mamusiu, byłyśmy na smentazu!
Mama: Ooooo, ale fajnie. I co robiłyście?
Mi: Ja zapalałam świecke!
Mama: A dla kogo tą świeczkę zapaliłaś?
Mi: Dla Ciebie, mamusiu!


czwartek, 9 sierpnia 2012

Krótka rozmowa o zabijaniu

Podsłuchana rozmowa dwóch trzylatek.
Mi paraduje po prababcinym podwórku z łapką na muchy i raz po raz wali w trawę/beton/ścianę/ tudzież macha w powietrzu... Za nią drepta rówieśnicza kuzynka Ola.
Mi: (wywijając łapką): Ola, zobac, mam zabijacke do much i je zabijam!
Ola: A mie nie żabijesz?
Mi: A ty jesteś muchom?
Ola: Nie jesztem...
Mi: To cie jesce nie zabijem. Jak kiedyś bendzies muchom to wtedy cie zabijem.


środa, 8 sierpnia 2012

Jagódki

Rodzina stoi przy wybiegu ze zwierzątkami - bydełkiem domowym - po wybiegu chodzą jakieś kozy, króliki, kury i dużo innych różnych takich....
Mama: Ale mają wydeptany ten wybieg, ani ździebełka trawy nie uświadczysz...
Mi: No... wsystko zjadły
Nagle Mała dostrzega zlepek małych czarnych kulek na ziemi. Konkretnie kupkę czarnych kulek ;)
Mi: Zobac, ale mają za to jagódki!


niedziela, 22 lipca 2012

Podsłuchane

Mi bawi się w pokoju.
Mi: Chodź, Klówko, pojeździs w wózecku... A telaz cie nakalmię...
Podnosi bluzkę i .... karmi piersią zabawkę-krówkę.
Mi: Idziemy telaz spać Klówko, połóz się...
(Chwila ciszy)
Mi: Nie chces się połozyć? Musis sie połozyć...
No połuz sie sybko... Kładź się Klówko juz!!!
Do cholely jasnej cemu się nie chces połozyć....
(Mama się zawstydza, bo rozpoznaje inspiracje wychowawcze córki...)
Mi: Łeeee....yhh yhhh... Mamooooo! Łeeeee....
Mama wchodzi do pokoju
Mama: No co tam, czemu płaczesz?
Mi: Bo klówka się nie chce połozyć... Łeeee.. Buuuu....

Mama patrzy... patrzy... A to była Krówka Wańka - Wstańka


poniedziałek, 16 lipca 2012

Zapach kobiety :)

Mi: (przytulając się do mamy od tyłu) Mamoo, jak ty pięęęęknieee pachnies...
Mama: ??? Czym?
Mi: Swoimi plecami




czwartek, 28 czerwca 2012

Zabawa w piaskownicy

Mi siedzi w piaskownicy i grzebie łopatką w piasku, wsypuje go do wiaderka i wysypuje w drugim kącie piaskownicy. I tak w kółko od dwudziestu minut.
Mama: Może jakieś babki porobimy
Mi: (bardzo zaabsorbowana swoim zajęciem) Nie. Nie mam casu.
Mama: Tak? A w co się bawisz?
Mi: W zbielanie kup.


sobota, 23 czerwca 2012

Facet Mi

Mama i Mi oglądają zdjęcia. Na jednym Mi w objęciach z tatą.
Mi: Oooo, ja i mój facet!!!



Dla wszystkich "facetów" małych dziewczynek i chłopców najlepsze życzenia na dzień Taty :)

piątek, 15 czerwca 2012

Objawienie

Mi biegnie z pieniążkiem (monetą) w ręce i krzyczy jakby miała objawienie:
Mi: Maamooooo!!! Jeeeezuuus!

A to był orzełek......





wtorek, 12 czerwca 2012

I kto tu rządzi...

Są takie chwile, że mamie się wydaje, że się zamieniła rolami...

Późny wieczór. Dzieci śpią od kilku godzin. W pewnym momencie zaspana Mi pojawia się w pokoju.
Mi: Mamusiu, boli mnie bzusek... Zapomniałaś mie nakalmić...
Mama: (łapie się za głowę, bo fakt, zapomniała) szybko szykuje coś na ząb.
Mi: Nie mozna niekalmić dzieci bo je boli bzuch potem, wies mamo?*

--------------------------------------------------------------------------

Akcja pt. "Paszport"
Mi: A po co nam paspolt, mamo?
Mama: Żebym Cię mogła legalnie i bezstresowo wywieźć za granicę :)
Mi: Samą???
Mama: Nie, dorzucę ci jeszcze Tatę i Michasia.
Mi: A Ty sama zostaniesz?
Mama (z przymróżeniem oka): Tak, sama. Będę miała święty spokój!
Mi: Tylko mi potem nie maludź, ze sie bałaś sama, dobze?

--------------------------------------------------------------------------

Mama, Mi i Mi-ś wychodzą na spacer, bo słoneczko i ciepło
Mi: Mamo, zapomniałaś capecke dla Michasia!
Mama: (łapie się za głowę, bo fakt, zapomniała)
Mi: Nie mozes mu zapominać, bo go będzie główka boleć!

--------------------------------------------------------------------------

Mi i Tata w sklepie.
Tata: Czekaj Mila, zadzwonię do mamy, bo nie pamiętam co mieliśmy kupić
Mi (wprawiając w zdumienie obsługę sklepu): Tluskawki, śmietanke, cukiel i mlecko! To miałeś kupić tatusiu!



* Pod żadnym pozorem proszę nie opowiadać tej historii Babci S....


piątek, 8 czerwca 2012

Mistrz spostrzegawczości

Kiedy dzieci śpią, rodzice robią różne rzeczy..... Szczególnie takie, których spokojnie przy dzieciach nie da się zrobić. Np. przemeblowują mieszkanie :))) Tym razem wybór padł na przedpokój, w którym rodzice zrobili totalną rewolucję - wstawili zupełnie nową szafkę, przetasowali, poprzenosili, poprzestawiali, powstawiali i zrobili generalne porządki. Całkowita zmiana, a przy okazji znalazła się poszukiwana od prawie tygodnia buteleczka z bańkami.
Rano. Tata chce się pochwalić przed Milenką zmianami, które były głównie jego zasługą...
Tata: Milenka, idź do przedpokoju i zobacz!
Mi: (wchodzi do totalnie odmienionego przedpokoju): Co?
Tata: Coś się zmnieniło?
Mi (rozgląda się): Co?
Tata: No nie widzisz?
Mi (obraca się wokół własnej osi): Nieeeee....
Tata (skonsternowany): No nic nie widzisz?
Mi: Ooooo, bańki!!!!!


środa, 6 czerwca 2012

Dzień Dziecka

Piątek, 1.06 - Mi wraca z przedszkola
Mi: Mamusiu, zyj nam sto lat albo dłuzej!
Mama: Dziękuję Ci córeczko bardzo.... ale dzisiaj nie jest Dzień Mamy tylko Dzień Dziecka. Tak więc Tobie sto lat :)))
Mi: Tobie tes!
Mama: Ale ja nie jestem dziecko
Mi: Jesteś, jesteś, tylko takie duuuze!!!


poniedziałek, 28 maja 2012

Niespodzianka na Dzień Mamy

Czwartek - dwa dni przed Dniem Mamy. Mama i Mi wracają z przedszkola.
Mi: Zlobię ci niespodzianke, no bo jest dzień mamy.
Mama: Ooo na prawdę? Lubię niespodzianki.
Mi: Ale to jutlo ci dam, nie dzisiaj.
Mama: No dobra, poczekam do jutra.
Mi: Ciocia Malysia mi pomaga, wies? Tom niespodziankę lobić.
Mama: Acha.. Już się nie mogę doczekać jutra.
Mi: No, bo to będzie dzień mamy i ja ci dam kwiatka, to będzie ta niepodzianka, wies? To będzie taaaki ładny kwiatek, pomalańcowy. Takom będzies miała niespodzianke!!!

--------------------------------------------------------------

Od pewnego czasu Mi-ś bierze udział w rodzinnych dialogach już tą "właściwą" stroną swojego ciałka* i w tym wyjątkowym dniu, Dniu Mamy, zrobił największą niespodziankę:
Mama budzi się rano, obok Mi-ś bawi się w najlepsze swoimi stópkami.
M-iś: (z uśmiechem na ustach): Mammma!




*por. Dialogowy debiut Mi-sia

czwartek, 24 maja 2012

Milobalon

Mama i Mi wracają z placu zabaw. Wiatr wieje bardzo, bardzo mocno...
Mi: (łapie Mamę za rękę) Tsymaj mnie mocno mamusiu, bo ci odlece daaaaalekoooo jak balonik.


wtorek, 22 maja 2012

Co tak skrzypi?

Mama, Mi i Mi-ś w wózku wracają z przedszkola.
Mi: Mamusiu, co to tak sksypi?
Mama: Wózek.
Mi: A dlacego???
Mama: A... pewnie jest głodny*
Mi: ?????

Tego samego dnia, ze dwie godziny później, w domu. Mi się bawi, Mi-ś leży na kocyku i również bawi się wypróbowując różne odgłosy, jakie udaje mu się wydobyć z jego niemowlęcej paszczy.
Mi: Mamusiu, Michaś jest głodny!
Mama: Nie jest głodny, przecież nie płacze...
Mi: Ale jest głodny!
Mama: A skąd wiesz?
Mi: Bo sksypi!!!



*Mama też czasem bywa dzieckiem

piątek, 18 maja 2012

Mała Księżniczka (ale nie Mi)

Mama maluje paznokcie. Mi podziwia z otwartymi ustami :) W końcu obie oceniają efekt.
Mi: Alee maass pięęęęękne paznokcie.
Mama: Dziękuję córeczko kochana.
Mi: I caałaa jesteeś taaka pięęęęęknaa. Taka mała księznicka z ciebie...


środa, 16 maja 2012

Wąskotorówka

Spontaniczna rodzinna wyprawa wąskotorówką. Mi siedzi w wagoniku i czeka na odjazd.
Mi: Kiedy ten pociąg pojedzie?
Mama: O 11tej ma odjazd. To za 15 minut.
Chwila ciszy.
Mi: Juz jedziemy?
Mama: Nie, skarbie, jeszcze nie jedziemy. Odjazd jest za 15 minut.
Po kilku sekundach:
Mi: Teraz jedziemy?
Mama: Nie, jeszcze trzeba chwilę poczekać
Po chwili:
Mi: Mamusiu, kiedy pojedziemy?
Mama: Za niedługo...
Mi: Nie! Telaz jedźmy!
Mama: Odjazd jest o 11tej, to jeszcze nie teraz. Jeszcze chwilę poczekamy, aż wszyscy wsiądą.
Na peronie mnóstwo ludzi, bo dzień jest wybitnie świąteczny - ruch jak w Krakowie na Rynku - jedni wsiadają, inni szukają miejsc, zgubione dzieci szukają rodziców. Większość ludzi jednak jeszcze nie wsiada.
Mi: Wscyscy juz wsiedli, zobac! Jedziemy?
Mama: Nie, Milu, jeszcze nie jedziemy. Zobacz, ilu ludzi jeszcze jest na peronie. Oni muszą powsiadać. Cierpliwości...
Chwila spokoju, bo Mi zajęła się wojną na wzrok z chłopcem siedzącym na przeciwko.
Mi: Mamusiu, już jedziemy?
Mama: Za pięć minut.
Mi: Juz jest za pięć minut?
Mama: Jeszcze nie, za chwilkę...
Dwie sekundy spokojnego siedzenia, i...
Mi: Mamo, kiedy pojedziemy?
Mama: Powiedziałam Ci... odjazd jest o 11tej, to jest za 5 minut. Poczekaj jeszcze chwilkę cierpliwie.
Przez kolejne pięć minut Mi zadaje pytanie o odjazd jeszcze z 50 razy.
W końcu pociąg rusza. Mi zachwycona wychyla głowę... Pociąg w ciągu kilku minut osiąga swoją maksymalną, zawrotną prędkość 10km/h.
Mi (mamrota pod nosem): Za sybko jedzie ten pociąg.... Za sybko.... Ale on sybko jedzie. MAMO, CHCE WYSIADAĆ!!!!!


poniedziałek, 14 maja 2012

Legenda o królu Kraku

Legenda w wersji Mi:
Był taki smok, ale nie był baldzo stlasny, bo nikogo nie glyzał, bo miał małe zombki. Tylko jadł, ale nie dziewcynki tylko chłopców, to sie nie bój, mamusiu, bo on nie był wcale gloźny. To był taki miiiiły smok. Ale głowe to miał taaaakom wielkom bo jadł tych chłopców. A klól Klak był taaaki dobly i posed do tego smoka i spotkał tam.... no tego.... takiego małego....
Mama: ???
Mi: Co z klólewną Śnieską jest na oblazku
Mama: krasnoludka???
Mi: Nie, nie klasnoludka, tylko strasnoludka
Mama: Strasznoludka?
Mi: Tak, strasnoludka sie mówi, a nie klasnoludka
Mama: Król Krak spotkał strasznoludka???
Mi: (patrzy zdziwiona): Nie, klól Klak nie spotkał stlasnoludka tylko gołędzia* I ten gołędź mu powiedział dzie jest smok. Bo on był w nolce i klól Klak go zawołał tak głoooośno. A potem go zgładził.
Mama: Zgładził??? Jak???
Mi: (myśli)...... no on miał takooom........ takieeeee.... no takie coś..
Mama: Miecz?
Mi (niezbyt przekonana): Miec??? No tak, miec.. I to był baaaldzo doobly klól, bo nie jadł chłopców ani dziewcynek tylko zgładził smoka i później psysed na Wawel taaki dlugi smok. Ale on psysed i skamienił i telaz zieje ogień. Na pamiontke...
Mama: Bardzo piękna legenda
Mi (kiwa z uznaniem głową).

Parę chwil potem, Mi przychodzi do mamy:
Mi: Mamusiu, ale to nie był zaden miec
Mama: ???
Mi: No klól nie zgładził smoka miecem, tylko PIŁĄ!

Legendę o królu Kraku w wykonaniu Mi zainspirowała wizyta w Muzeum w podziemiach Rynku.



*gołędź=gołąb (nie pytać dlaczego - nie wiem)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Rodzina zombi czyli sprawy ostateczne

Mama i Mi siedzą w pokoju. Z kuchni Babcia woła do Dziadka:
Babcia:(w aluzji do spóźnionego obiadu) Dziadek, a Ty jeszcze nie umarłeś z głodu? 
Mi: Dziadek umal?
Mama: Nie, nie umarł, przecież żyje.
Mi: A kiedy ja umalłam?
Mama: Milenko, ty jeszcze nie umarłaś - zobacz - mówisz do mnie, Twoje serduszko bije. To znaczy, że żyjesz.
Mi: Nie, nie, mamusiu, ja umalłam.
Mama: Nie, nie umarłaś. Jesteś jeszcze malutka, a najczęściej umierają starsi ludzie...
Mi: (podejrzliwie patrzy na mamę): Ty umalłaś?
Mama (już trochę zniecierpliwiona tematem): Nie, jeszcze nie jestem taka stara.
Mi (mruczy pod nosem): Jesteś, jesteś.... i umalłaś...
Mama:(próbując skierować temat na inne tory*) Najpierw musisz mi urodzić wnuczęta, musisz być mamusią.
Mi: Ja bende mamusią kiedyś, wies?
Mama (z ulgą podejmuje nowy temat): Tak? I będziesz miała dzieci?
Mi: Tak. Takom dziewcynke i chłopcyka jak ty.
Mama: Bardzo się cieszę. Będę miała wnuki.
Mi: A ulodzis mi jesce siostle?
Mama: (zdziwiona, ale zadowolona, że skończył się temat umierania) ??? No może.....
Do pokoju wchodzi Tatuś.
Mi: O, Tatuś!!! A kiedy ty umalłeś?





*Mama jeszcze nie czuje się gotowa do rozmowy z trzylatką na tematy ostateczne... eh....

piątek, 20 kwietnia 2012

Urodzinowe poświęcenia

Urodziny Mi świętujemy w Wielkanoc, bo też w Wielkanoc 3 lata temu Mała Mi postanowiła przyjść na świat.

Na jakiś czas przed urodzinami Mama próbuje ustalić listę RACJONALNYCH prezentów.
Mama: A co byś chciała dostać na urodzinki oprócz rowerka, którego już dostałaś?
Mi: (myśli).... A moze taki balon jak Hello Kitty leciała tak wyyysokoo, az do nieba??
Mama: Hmmm.... Wiesz, trudno będzie gdziekolwiek kupić taki balon... Poza tym nie mielibyśmy go gdzie zaparkować...
Mi: (z trochę smutną minką)... aha..... (idzie do swojego pokoju).
Wraca za chwilkę...
Mi: Mamusiu, a cy mogłabym dostać Błazeja* na urodziny?
Mama: Błażeja??? No raczej nie możesz...na stałe...
Mi: Ale bendzie Błazej na urodzinach?
Mama: Będzie na pewno. A może chciałabyś morsy** dostać
Mi: (zadowolona): Tak, tak! Baldzo ściałam molsy dostać!!
Mama ustaliła zatem, że morsy kupi Babcia na urodziny, z tym że rodzice musieli morsów poszukać...
Najpierw trzeba było ustalić profesjonalną nazwę "morsów", bo ta, nadana przez Mi, profesjonalną nie była. Morsy okazały się "pałeczkami do wyławiania", ale takich jak chciała Mi, nie było nawet na allegro. W końcu Tata znalazł jeden jedyny sklep internetowy z morsami (na stanie jeden komplet, czas realizacji zamówienia 5-7 dni) - zamówione! Po dwóch dniach mail od sklepu, że jednak już tych morsów nie ma, ale że mogą wysłać trochę inne. Decydujemy się, ale prezent prawdopodobnie nie dotrze na czas....

Mama postanowiła, że sama zrobi tort dla Mi.... Taka tradycja od dwóch lat :)
Piątek przed Wielkanocą - Mama próbuje upiec biszkopt, jednocześnie zabawia płaczącego Mi-sia, wyciera nos Mi, podaje syrop Mi, karmi Mi-sia, czyta książeczkę Mi, miesza składniki biszkopta, wkłada do piekarnika, bawi się z Mi, nosi Mi-sia na rękach, żeby nie płakał, podaje Mi inny syrop, wyciąga Mi-siowi gluty z nosa, zmienia mu pieluchę, sprawdza biszkopt - acha, nie włączyła piekarnika - włącza piekarnik, karmi Mi-sia jednocześnie próbując ubrać lalkę Mi i wytrzeć Małej nochal. Biszkopt się nie udaje - tzn. opada zupełnie. Mama wściekła siada na kanapie i chce jej się ryczeć, ale bierze się w garść (jednocześnie wycierając nochal Mi i szukając smoczka dla Mi-sia) i robi następny biszkopt (warunki się nie zmieniają...). Drugi biszkopt też opada... Mama rezygnuje z pieczenia kolejnego biszkopta (brak chęci, nerwów i brak już składników). W międzyczasie przychodzi kurier z.... morsami. Mamie poprawia się humor, bo morsy zdążyły i będą prezentem dla Mi w odpowiednim czasie.

Wyjazd do Babci - rodzice pakują wszystko łącznie z dziećmi, kotem i dwoma opadniętymi biszkoptami do bagażnika... No dobra, dzieci i kot lądują w środku samochodu, ale rodzice mieli ochotę wrzucić całe towarzystwo do bagażnika....

Sobota u Babci S. Cała rodzina prycha, kaszle kicha itp. Tata zostaje oddelegowany do sklepu w celu kupienia świeczek na tort. Mama z Babcią przygotowują wszystko co trzeba do Wielkanocy. Łącznie z urodzinowym tortem. (Babcia uznała biszkopty wykonane przez Mamę, za całkowicie odpowiednie do zrobienia tortu). Wysiada prąd w całym bloku. Mama i Babcia przerażone, bo bez prądu nie ma przygotowań do świąt.... W tym czasie Tata nawiedza hipermarket, dwa miejscowe sklepy osiedlowe, sklep z agd, dyskont spożywczy i..... nigdzie nie ma świeczek na tort. No tak, w sklepach sezon na wielkanoc... a kiedy będzie sezon na urodziny??? Na szczęście Babcia w tajnych zakamarkach swojej kuchni ma dosłownie wszystko, okazuje się, że również i świeczki na tort w liczbie dużej, w każdym razie wystarczającej. Wraca prąd, praca wre :)
Prąd zostaje wyłączony jeszcze ze dwa razy, dzieciaki skutecznie i systematycznie utrudniają prace kuchenne, ale ostatecznie wszystko zostaje wykonane na czas.
Urodziny są super - jest tort, świeczki i Sto lat, jest super zabawa z Błażejem i Olą (kuzynką), są piękne prezenty z morsami na czele.
Mi jest uśmiechnięta i zadowolona, a Mama widząc jej uśmiech również, mimo tych wszystkich przygód...

Podsumowanie:
Po kilku dniach:
Mi: Mamusiu, a kiedy będą moje ulodzinki?
Mama: No przecież były, nie pamiętasz? Był tort, świeczki, prezenty....
Mi: Ale to się nie licy...
Mama: ????? Dlaczego?
Mi: No bo nie było capecek....

*ukochany starszy kuzyn Mi
**taka specjalna zabawka na basen




Mi i morsy, w tle ręka Błażeja

wtorek, 17 kwietnia 2012

Zieziębieni

Cisza na blogu ostatnio, bo się dzieciaki pochorowały i Mama była zajęta wycieraniem nochali, oklepywaniem plecków, czytaniem książeczek uziemionemu przedszkolakowi, wycieraniem nochali, wyciąganiem smarków Fridą z nosa, przestrzeganiem godzin podawania odpowiednich medykamentów odpowiednim chorym, oklepywaniem plecków, wycieraniem nochali itd.. Generalnie niezła zabawa była....

Więc dzisiaj wpisy związane z czasem choroby.

Mi rozmawia z Babcią przez telefon:
Mi: Zieziębiłam się, wies?
Mi: Nie chodze do psedskola bo się zieziębiłam
Mi: A Ty chodzis do psedskola jak się zieziembis?

-------------------------------------------------------

Mi z Tatą u pani Doktor
Pani Doktor: No to co Ci jest, Milenko?
Mi (wynętrza się): Zieziębiłam się, kaslę (prezentuje kaszel) ehe... ehe... , katalek mam (prezentuje soczysty odgłos z nosa), tu mie boli (pokazuje żebra) i bzusek tes mie boli (Pani Doktor coraz bardziej zdumiona), a tutaj mam ziazi (podciąga bluzkę i pokazuje otarcie na plecach) bo salałam w psedskolu, a tu mam ziazi (podciąga nogawki spodni), bo się pcewróciłam na chodnik, a tutaj.......
Pani Doktor (baaaardzo zdumiona - tylko nie wiadomo czy ilością objawów chorobowych czy stopniem komunikatywności Mi): Dobra, dobra, wystarczy.... To może teraz Tatuś powie....


poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Rodziców czas wolny

Niedziela, godzina 20.00. Dzieciaki spacyfikowane i oporządzone leżą w swoich łóżkach. A Mama i Tata włączają film, na który mieli ochotę od dawna....
Film się zaczyna - początkowa lista płac przewija się na ekranie.
Z pokoju dziecięcego:
Mi: Maaamuuusiuuu sikuuu i kuuupeee!
Mama wstaje, wciska spację (pauzę) i idzie do pokoiku, zbiera Mi z łóżeczka, sadza na kibelku i wychodzi z łazienki po Milenkowym "Idź stąd telaz bo lobie kupe"
Mi: Mamooo, ksiązecka!!!
Mama wraca do łazienki wyciąga specjalną książeczkę spod łazienkowej szafki i wręcza Mi.
Mi: A telaz idź bo lobię kupe.
Mama wychodzi znowu. Naciska spację i razem z Tatą oglądają film, a raczej te początkowe napisy. Po pięciu minutach:
Mi: Maaamooo, ju-uuz!
Mama wstaje, wciska spację, idzie do łazienki wyciera pupę, pomaga umyć rączki, zaprowadza do łóżeczka i wraca do pokoju znowu wciska spację, siada na kanapie i zaczyna oglądać film.
Napisy początkowe mijają, zaczyna się film. Mija pięć minut.
Mi-ś: EEkh..... Heh.... Eeeekh (chrząka i stęka)
Mama i Tata starają się zignorować odgłosy.
Mi-ś: (coraz głośniej): Eeeekhh.... Łeee, łeeee......
Tata: Chyba mu smoczek wypadł.... Idę....
Wstaje, wciska spację, idzie do małego pokoju, wsadza do buźki Małego wypadnięty smoczek. Wraca, wciska spację, siada na kanapie i wraz z Mamą znów próbują oglądać film...
Akcja się rozkręca powoli. Po kilku minutach:
Mi: Maamaaa! Moja lozowa poduska!!! Gdzie jest???
Mama: Nie wiem, śpij już!
Mi: Aleee jaa nie zaasne bez lózowej poduski! Łeeeee....
Mama (do Taty): Gdzie ta różowa poduszka, widziałeś ją gdzieś?
Tata: Chyba na górze jest...
Tata wciska spację, wspina się po schodach, idzie na czworakach przez całą antresolę, na której końcu znajduje się łóżko, a na końcu łóżka wciśnięta w kąt leży różowa poduszka. Wraca na czworakach przez całą antresolę, schodzi po schodach, zanosi różową poduszkę Mi, wraca do pokoju, naciska spację, siada na kanapie i próbuje sobie przypomnieć o co chodzi w oglądanym filmie.
Po kilku chwilach oglądania Mama i Tata wciągają się w wątki filmowe, ale nie na długo....
Mi-ś: Eeeekh... (stęka), eekkhhh, heh... mmm....
Wstaje Mama, wciska spację, idzie do małego pokoju, podaje smoczka. Wraca do pokoju, włącza spację, siada na kanapie....
Mi: Maaaamaaa, móóój koooonik!
Mama: ????
Mi: Niee świeeeci! Zepsuł sie!! Łeeee...
Mama znowu wciska spację, wraca do małego pokoiku. A tam Mi siedzi na swoim łóżeczku, trzyma w rękach kucyka, któremu świecą skrzydła... Świecą zazwyczaj, ale w tym momencie akurat nie świecą. Mama włącza przycisk na grzbiecie kucyka. Skrzydła świecą.
Mama: No świecą przecież
Mi: No widzis... wcale się nie zepsuły!!!
Mama: Grrrr... Śpij już, dobra?
Wychodzi z pokoju włącza spację i już ma siadać na kanapie....
Mi-ś: EEEkkhh, łeeeeee, łeeeee, heeh.....
Mi: Maaammooo, Michaś płace, chodź sybko!
Mama i Tata wstają razem, któreś z nich naciska spację, idą do pokoju dzieci. Mi-ś zostaje uspokojony na rękach, zasypia. Mi dalej bryka po łóżku i nie zamierza zasnąć.
Mama: Spać, bo zastrzelę!
Mi: Łeee... łeeee.... Złościs się na mnie? Chodź połóz się ze mną to zasnę.
Mama kładzie się obok Mi. Po kilku minutach Mi zasypia, Mama wstaje i wraca do dużego pokoju. Włącza spację, siada na kanapie i razem z Tatą wracają do oglądania filmu, z którego już prawie nic nie pamiętają, więc o godzinie 21-szej włączają film jeszcze raz, od początku....
Mama zamyka na chwilę oczy, a kiedy je otwiera jest już 23-cia, Tata chrapie obok, a na ekranie lecą napisy końcowe....
Tym oto sposobem od ponad dwóch miesięcy rodzicom nie udało się jeszcze obejrzeć żadnego filmu :)))




sobota, 31 marca 2012

Rowerek

Z okazji zbliżających się urodzin Mi, Mama i Tata postanowili, że w prezencie Mała dostanie rowerek (wyczekiwany i wyproszony od dawna).
Mama: Ale kupujemy taki z pedałami czy taki do biegania bez pedałów?
Tata: Zdecydowanie taki z pedałami i małymi kółkami po bokach.
Mama: No i nie różowy!
Tata: Absolutnie nie różowy!

Sobotni ponury poranek rodzice postanowili wykorzystać na urodzinowe zakupy. Tata zadecydował, że trzeba Mi zabrać, aby przymierzyła się do sprzętu i żeby miała wpływ na wybór modelu :)
Tata: Tylko pamiętajcie dziewczyny, rower ma mieć pedały i nie może być różowy!!!

Miało być pięknie, a wyszło jak zawsze, bo i tak decydujący głos w sprawie wyraziła Mi, wybierając tylko jeden jedyny rowerek, który okazał się być TYM wymarzonym....
Tata z miną wściekłą, ale pogodzony z sytuacją zmierzał do kasy z rowerkiem bez pedałów.... różowym.....


piątek, 30 marca 2012

Klasyfikacja potworów

Rodzinna jazda samochodem: dzieci z tyłu, rodzice z przodu. Mi-ś zaczyna marudzić...
Mi: Michasiu, jak ty płaces to jesteś takim małym potwolem!
Mama i Tata zerkają po sobie i uśmiechają się pod nosem
Tata: A jak ty płaczesz Milenko, to kim jesteś?
Mi: (myśli chwilkę) Takim nieco więksym potwolem...



piątek, 23 marca 2012

Dialogowy debiut Mi-sia

Mi-ś leży w łóżku Mi. Nie leży długo w spokoju, bo Mała natychmiast pakuje się koło niego. Mama dyskretnie czuwa za drzwiami, co by nie doszło do zbyt bolesnego okazywania uczuć.
Mi (chwytając brata za rączkę i wykręcając we wszystkich możliwych kierunkach): Mój Michasiu, mój, mmmmm...
Mi-ś (puszcza bąki): purt, purt, purt, puuuuurt.
Mi: Gy-gy-gy malutki...
Mi-ś: purt, purt
Mi: Nuuu, nuu, malutki mój
Mi-ś: purt
Mi: OOO, tak sie uśmiechas do mnie...
Mi-ś: puuuuuurt.

Wchodzi Mama.
Mama: A co Wy tu porabiacie?
Mi: Tak sobie lozmawiamy z blaciszkiem.

czwartek, 22 marca 2012

O rodzicach, mężach i żonach

Mi i Mama z Mi-siem wracają z przedszkola. To jest zawsze czas na inspirujące/ekscytujące dialogi.
Mi: A cy y jesteś lodzicem?
Mama: Tak, jestem. A czyim, wiesz?
Mi: No, moim.
Mama: A Tatuś jest rodzicem?
Mi: Tak!!! Moim, Michasia i Twoim.
Mama: Nie, on jest moim mężem.
Mi (myśli, myśli): A jak kiedyś będę taaakaa duuuza to tes będe męzem.
Mama: Hmmm...... Mężem nie będziesz, ale raczej żoną. Tak jak ja jestem żoną Tatusia.
Mi: A cemu?
Mama: No bo dziewczyny są żonami, a chłopcy mężami.* Jak będziesz dużą dziewczyną to sobie znajdziesz jakiegoś miłego chłopca i będziesz mogła być jego żoną...
Mi: To ja będe zoną Oliviera!
Mama: Oliviera??? A dlaczego akurat Oliviera?
Mi: Bo on tak fajnie hałasuje!
Mama: ???
Mi: I Wiktolka zoną tes będe!!!



* Tak, tak.... Mama ma bardzo konserwatywne podejście ;)

wtorek, 20 marca 2012

Wpis zawierający lokowanie produktu ;)

Dzieci śpią, Mama czyta ( o taką książkę*). Do pokoju wchodzi Mi (dla Mamy oznacza to właśnie koniec czytania).
Mi: A co to za pan? (wskazując na zdjęcie na okładce)
Mama: Autor tej książki.
Mi: Auto?
Mama: Autor, on tą książkę napisał.
Mi: Długopisem?
Mama: Może długopisem....
Mi: Ale to nie jest długopis (wskazując na czcionkę)
Mama: No bo to nie tą konkretną książkę napisał, tylko tak się mówi, bo to jest jego książka.
Mi: Jego ksiąska?
Mama: No...
Mi: A dlacego mu zablałaś tą ksiązke? Sybko musis oddać!


* bo książki dla mam muszą być w miarę krótkie, bardzo zwięzłe i możliwe do przerwania w dowolnym momencie :)))


A Mama bardzo serdecznie pozdrawia Autora :)

poniedziałek, 19 marca 2012

Dziecięca logika

Niedziela rano u dziadków. Mama i Tata leżą dojrzewając do wstawania. Mi wbiega do pokoju:
Mi: Uciekłam ze spitala!
Mama: ??? A czemu byłaś w szpitalu?
Mi: Bo musiałam ulodzić klówke*
Mama: To czemu teraz od niej uciekłaś?
Mi: Bo nie ściałam jej kalmić pielsią.
Mama: Nie chciałaś? A ja myślałam, że małe dzidziusie trzeba karmić piersią.
Mi: Ale ja nie ściałam.
Mama: A czemu nie?
Mi: Bo ja jestem pseciez za malutka, zeby kalmić pielsią, mamusiu!!!



*Krówka - maskotka Mi

piątek, 16 marca 2012

Sponsoring

Mama odbiera Mi z przedszkola.
Mi: Autkiem psyjechałaś?
Mama: ??? Nie...
Mi: A cemu?
Mama: Tatuś pojechał autkiem do pracy.
Mi: Ja ci kupie takie autko i bendzies mie wozić, co?
Mama: Hmmm... no fajnie, a za co mi kupisz to autko? To trzeba dużo pieniędzy mieć...
Mi: ...... (myśli)....... Nie bendem sikać*!!!
Mama: ???
Mi: No nie bendem sikać, Tatuś mi da piniązek, a ja Ci kupie autko!!!



* Akcja "Nie sikam do łóżeczka" - zakończona jakiś czas temu sukcesem - polegająca na tym, że za każdą "suchą noc" Mi dostaje pieniążek.**

**Wszystkich którzy w tym momencie zaczęli rozważać natychmiastowe porzucenie dotychczasowej posady - uprzedzam - NIE ZATRUDNIAMY i nie planujemy w najbliższym czasie, ani w ogóle nigdy, zatrudniać pełnoetatowych, zawodowych, doświadczonych NIESIKACZY.... Dziękuję.

środa, 14 marca 2012

Pokonani własną bronią

Tata usiłuje usiąść na kanapie zajętej na całej długości przez kota. Pozbywa się go zatem klepnięciem w .... zadek (pupę, tyłek... jak się nazywa ta część ciała u kota???). Zobaczyła to Mi:
- Tatusiu, baldzo bzydko zlobiłeś! Posłuchaj mie, jest taka zasada, ze nikt nikogo nie bije!

--------------------------------------------------------

Kolacja. Mi życzy sobie jeszcze kolejną kanapkę, której ostatecznie nie zjada
Mama: Zjedz kanapkę skoro sobie ją zażyczyłaś!
Mi: Nie chce.
Mama (już trochę bardziej stanowczym tonem): Zjedz, bo będę zła...
Mi: Denelewujes się?
Mama: Tak!
Mi: Jak się chces denelwować to idź sybko do pokoiku i tam sie denelwuj, a nie tutaj!

----------------------------------------------------------

Mama i Tata poważnie dyskutują... No dobra, po prostu trochę się kłócą...
Mi (grożąc palcem): Lodzice, słuchajcie mie!  Nie kłócimy się!!! Taka zasada...

piątek, 9 marca 2012

O słowach przyniesionych z przedszkola

Mama czyta, a Mi bawi się obok.
Mi: Mamusiu, a ja wiem jak jest lalka po angielsku!
Mama: ??? Tak? Jak
Mi: E doool.
Mama (zdziwiona, bo po angielsku Mi jeszcze nie przemawiała): No, masz rację. A znasz jakieś inne słowa?
Mi: Bloks!!! To są klocki! A jak jest piłecka?
Mama: A ball. A liczyć umiesz?
Mi: Nie...
Zaczynają ćwiczyć angielskie liczenie: łan, tu, tri, for itd...
Mi wraca do zabawy, a Mama do czytania. Po chwili Mama słyszy jak Mi sama do siebie mówi
Mi: E dooool licy łan, fiut, łan, fiut...
Mama (nie do końca pewna czy dobrze słyszy): Nie fiut tylko "two"
Mi: Fiut, mamusiu, fiut!!!
Mama (przerażona, w myślach złorzeczy na przedszkola i złe dzieci, od których grzeczne dzieci uczą się brzydkich słów): Jaki fiut, jaki fiut? Co to za słowo?
Mi: No fiut, fiut - pomalańcka, albo jakiś inny owoś.
Mama: Fruit???
Mi: Tak, fiut.



niedziela, 4 marca 2012

Pośniegowe atrakcje

Mi i Mama z Mi-siem na brzuchu idą z przedszkola. Na pośniegowym błocie Mama dostrzega wyjątkowo dobrze odbite ślady...
Mama: Zobacz, Milu, ślady!!! Jak myślisz, czyje?
Mi: mhhm... chyba pieska!
Mama (z afektem): Tak, to piesek zostawił takie fajne ślady!
Mi (naśladując afekt Mamy): A zobac tutaj, jaką fajną kupe tez zostawił!!!!

wtorek, 21 lutego 2012

Kiedy czyj

Mi-ś leży spokojnie w leżaczku, a Mi trzyma (ciągnie) go za rączkę...
Mi: Mój blacisek kochany....

Odwiedziny u Babci S. Mi-ś śpi w łóżeczku
Babcia S.: Mój wnuczek kochany, tak sobie słodko śpi
Mi: Babciu, to jes nas Michaś, a nie twój wnucek!

Mama, Tata i Mi śpią razem w łóżku. Mi-ś obok w swoim łóżeczku. Czwarta trzydzieści - Mi-ś budzi się i krzyczy w niebogłosy. Mama i Tata udają, że nic nie słyszą (po całej ciężkiej nocy takich krzyków są usprawiedliwieni...). W końcu Mi traci cierpliwość:
Mi: TATO! Wstawaj, TWÓJ synek płace!!!

piątek, 17 lutego 2012

Wiaderka

Mama przewija Mi-sia w asyście Mi (albo na odwrót...)
Mi: Umyj mu pupe, sybko! Bludną ma!
Mi (po chwili): I siusiaka, daj, ja umyje. I wiadelka jesce!
Mama (z duuuużym znakiem zapytania): Wiaderka, jakie wiaderka? Acha, jąderka, tak?
Mi: Tak, wiadelka.

czwartek, 9 lutego 2012

Perspektywa na przyszłość

Mi do mamy: Mamusiu, jak bende kiedyś taka duza jak ty, a Ty bendzies taka malutka kiedyś jak Michaś to tes cie bende tak kalmić z pielsi!

poniedziałek, 6 lutego 2012

Babcio-niedźwiedź

Mi po nocy spędzonej z Babcią S. w jednym pokoju:
Babciu, chyba jesteś niećwieciem.
Babcia: Niedźwiedziem? Nie, jestem babcią...
Mi: Niećwieciem, bo tylko niećwiecie tak stlasnie chlapią*

*chrapią

czwartek, 2 lutego 2012

Kolegi

Mi stoi nad Mi-siem:
Mi (do siebie): Michaś nie ma ząbków i Janek* tez nie ma ząbków. Ale z nich kolegi...


*Dziadek J.

wtorek, 31 stycznia 2012

Siostrzana miłość

Mi i Mi-ś zostają sam na sam w pokoju (podglądani oczywiście przez Mamę i Babcię). Mi tajemniczo kręci się wokół Mi-sia, przygląda mu się z każdej strony, przykłada mu ręce do głowy...
Babcia: Co robisz?
Mi: Kombinuje...
Babcia: A co kombinujesz?
Mi: Zeby Michaś wrócił do bzuska...


niedziela, 22 stycznia 2012

Dzień Dziadka

W odwiedziny i w ramach pomocy przyjechała do Krakowa babcia G., "Babusia".
Mi: A Stasek* nie przyjechał z tobom?
Babcia: No nie przyjechał.
Mi: A dlacego?
Babcia: Dziadek się źle czuje, nie mógł przyjechać...
Mi: Źle cuje sie??? A dlacego?
Babcia: Trochę się potłukł...
Mi (zdziwiona): I nie zyje?

*chodzi oczywiście o dziadka S.

sobota, 21 stycznia 2012

Nowy bohater - gena nie wydłubiesz

Parę tygodni temu, w związku ze spodziewanym pojawieniem się nowego członka rodziny, Mi zawarła układ z Tatą.
Tata: Milenka, umawiamy się, że jak się urodzi Michaś, to kończysz z paluszkiem*, ok?
Mi: Ale palusek sam idzie do buzi, Tatusiu.
Tata: No to masz jeszcze chwilę czasu, żeby się przyzwyczaić. Chyba nie chcesz, żeby Michaś się od Ciebie nauczył, co?
Mi (lekko zawstydzona): Nie chce....

18.01.2012 urodził się Michał, kolejny bohater tego bloga. Zaraz po tym, jak opuścił brzuch, Mama przystawiła go do piersi. Michaś tylko popatrzył zdziwiony, odwrócił głowę zdegustowany i.......wsadził do buzi kciuka :)





*największe Milenkowe uzależnienie - ssanie kciuka

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Najlepsze w przedszkolu

Niedzielny ranek.
Mi: Tatusiu, idziemy do psedskola?
Tata: Nie, dzisiaj nie idziemy bo jest niedziela...
Mi wyraźnie akceptuje sytuację, bo nic nie mówi.
Tata (zagadując): Lubisz chodzić do przedszkola, co?
Mi: Taaaak.
Tata: A co najbardziej lubisz robić w przedszkolu?
Mi (myśli chwilkę): .... Jeść kamapki!

sobota, 14 stycznia 2012

Poranna dyskusja

Mama i Mi leżą rano w łóżku i prowadzą konwersację:
Mi: Kiedyś urosne taka duuuza jak mamusia.
Mama: No, urośniesz...
Mi: I bende miała duze roncki i nózki taaakie duze.
Mi: I piersie! Jak mamusia.
Mama: Tak, tak, cała urośniesz duża.
Mi: A telaz jesce nie jestem.
Mama: Teraz jeszcze jesteś malutka.
Mi (oburzona): Mamusiu, juz nie jestem malutka. Jestem juz duza dziecyna, tylko króciutka!

piątek, 13 stycznia 2012

Słowotwórstwo

Wcześnie rano. Mi przychodzi do mamy z balonem, z którego zeszło powietrze.

Mi: Mamusiu, napomponis mi balonik?

czwartek, 12 stycznia 2012

Telewizja inspiruje

Telewizja bywa inspirująca – szczególnie kiedy ma się z nią do czynienia jedynie przy okazji wizyt u Dziadków.

Mi obejrzała program o afrykańskich zwierzętach – wciągnął ją dużo bardziej niż Klub przyjaciół Myszki Miki czy Hello Kitty. Po programie - pora na obiad

Mi (biorąc do buzi łyżkę z zupką):     Pierwsa łyzecka za ciebie, mamusiu
                       (druga łyżka zupy):      I za tatusia
                                     (kolejna):      Za słonecko telaz
                                     (kolejna):      I za małpkę z cholą pupą*
                            (kolejna łyżka):      Za niebo i chmulkę
(kolejna łyżka i kolejna „intencja" wygłoszona z prędkością karabinu maszynowego):       
                                                         Za lybkę co wyskocyła z zeki i popłynęła daleko daleko.
                                                         Gdzie popłynęła, mamusiu?
Mama (już trochę rozbawiona i niezbyt skupiona): Gdzie???
Mi (zdegustowana nieuwagą mamy): Daleko, daleko – mówiłam pseciez!
Po tej uwadze Mi wraca do wygłaszania „zupkowych” intencji:
- za słonie i małego słonia jak Milenka,
- za golyle
- za Aflyke i za PADA DESC!


*chodziło chyba o pawiana

środa, 11 stycznia 2012

Tajemnicze ruchy


Mama leży na kanapie, „Obcy” w brzuchu wykonuje przedziwne akrobacje, a obok ląduje Mi i przytula się do brzucha.
Mi: Kopie Ci Michaś?
Mama: No kopie – zobacz, tu chyba nóżkę ma...
Mi przez chwilę obserwuje i próbuje „złapać” uciekającą pod skórą część ciała braciszka.
Po chwili Mi podnosi własną koszulkę i eksponuje nagi brzuch.
Mi (wykonując dziwaczne ruchy brzuchem): A mi tes coś tam kopie w bzusku.
Mama: Tobie też? A co to może być?
Mi: Selek* chyba.

*Serek

wtorek, 10 stycznia 2012

Koza


Mi zasypia w swoim łóżeczku.
Mama i tata, jak co wieczór o tej porze,
zaczynają się cieszyć ciszą i spokojem.
Nagle - krzyk. Z małego pokoju słychać przeraźliwy, spazmatyczny płacz –
taki który zawsze zrywa na nogi oboje rodziców. Oboje więc biegną do Mi.
Mi: Bueee..... ueeeee......
Tata: Milunia, co się stało?
Mi: Bueee.... yyyh... yyyh...
Mama: No powiedz, co się stało, uderzyłaś się?
Mi: Bueee... yyyhh... nieeeee... Jadłam siobieee kozeee* i siee uglyzłam w paluseeek.....

*żeby nie było wątpliwości – chodzi o kozę (a o jaką, to już sobie sami odpowiedzcie ;))